Wyszukiwarka:
Warto przeczytać

Pasterz dobry

2013-04-22

News
Tydzień Modlitw o powołania do służby w Kościele jest okazją do głębszej refleksji nad darem i tajemnicą osobistego powołania. Każda kolejna rocznica święceń wzywa do rachunku sumienia: jak ten dar został przyjęty – odczytany, a nade wszystko jak jest realizowany? Jak wypełniam swoją misję pasterza owiec? Co jest podstawowym celem i zadaniem mojego pasterzowania? Czy wystarczająco dziękuję i wychwalam Bogu za łaskę wyboru i posłannictwa? Prymicyjne zawołanie odwołuje się do misji Świętego Proboszcza z Ars, który powtarzał: Nie trzeba nigdy bać się dobrze czynić! Obrane motto zobowiązuje!


1. Biblijny obraz pasterza

Obraz pasterza odgrywa w Biblii ważną rolę. Słowo „pasterz” wywodzi się od gr. poimano, które oznacza „prowadzić, przewodzić, żywić, troszczyć się”. Pasterzowanie kojarzy się zazwyczaj z wypasaniem owiec. Głębsze znaczenie słowa wskazuje na kogoś, kto bierze odpowiedzialność za grupę, staje się jej opiekunem, przewodnikiem, wychowawcą. Jest kimś nieodzownym dla grupy, od niego zależy ich egzystencja, dobrobyt, właściwy rozwój i dojrzałość. Każde odłączenie się o grupy i opiekuna grozi poważnymi konsekwencjami, z zagrożeniem życia włącznie.

Biblijny pasterz przypomina współczesnych beduinów zamieszkujących tereny pustynne Arabii, Jemenu, Kuwejtu, Iraku, Syrii, Libanu, Jordanii, Izraela, Egiptu… Dzisiaj w zdecydowanej większości są wyznawcami islamu, wcześnie jednak byli politeistami, uprawiającymi kult kamieni, gwiazd, a zwłaszcza kult Księżyca, od którego uzależniali opady deszczu, niezbędnego dla ich życia na pustyni. Beduini wciąż wierzą, że pustynię zamieszkują demony, przeważnie ludziom nieprzyjazne; przyjmują organizację plemienną, typ rodziny monogamicznej, wysoko cenią dziewictwo. Odznaczają się również doskonałą pamięcią, gościnnością i elokwencją, kultywowane przez nich zwyczaje pozwalają w niejednym wypadku wyjaśnić epizody z życia patriarchów Starego Testamentu (np. zemsta krwi – pomszczenie przelanej krwi członka plemienia).

Opisy biblijne pasterzy ukazują surowe piękno ich życia. Stale walczą z pustynią, poszukując pastwisk. Prorok Jeremiasz wzrastał wśród pasterzy w wiosce położonej na skraju pustyni, na północ od Jerozolimy, Amos z kolei – w innej, na południe od Jerozolimy. Lęk, jaki wzbudza pustynia, i świadomość kontrastu między jej martwotą a żyznymi zboczami na zachodzie znajdują odzwierciedlenie w ich proroctwach. Izajasz opisuje wędrówki pasterzy w poszukaniu pastwisk i ich niezwykłą troskliwość o każdą owieczkę, kiedy gromadzi [je] swoim ramieniem, jagnięta nosi na swej piersi, owce karmiące prowadzi łagodnie (Iz 40, 11). Pasterze rozstawiali swe namioty z czarnej koźlej skóry wokół stada chronionego przez ogrodzenie z kamieni z jedyną tylko bramą, przy której czuwa odźwierny. Wiosną przenoszą się na tereny znajdujące się na północy. Tam skąpe deszcze, spadające tu zimą, wystarczają, by pustynne wzgórza znowu pokryły się zieloną roślinnością i były masowo wypasane. Wówczas prawdziwe stają się dla słowa: (...) nie brak mi niczego. Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach (Ps 23, 2). Wreszcie prorok Ezechiel ukazuje najistotniejszą cechę pasterzy (34, 11-16). Dobry pasterz sprawdza się nie tyle w sytuacji zwyczajnej, gdy wstaje wcześnie rano, prowadzi trzodę na pastwisko, dogląda je za dnia, a wieczorem przeprowadza do owczarni, ale przede wszystkim w sytuacji wyjątkowej, gdy musi szukać owiec, które są zagubione, rozproszone, przerażone, okaleczone; gdy gotów jest narazić swoje życie. Dobry pasterz gromadzi stado, broni, opatruje okaleczone i leczyć chore (J 10, 11-18).

W obrazie pasterza można doszukać się sytuacji z życia kapłana. Jego dusz-pasterzowanie znajduje wzorce w opisach biblijnych. Pasterz wybiera samotne życie (dar celibatu), całą swoją uwagę skupia się na owcach (dar kapłaństwa służebnego – „paś owce moje, paś baranki moje!”; por. J 21, 1517). Nieustanne zatroskanie - od rana do nocy - w posłudze pasterskiej pięknie ilustruje rysunek na okładce Katechizmu Kościoła Katolickiego ukazujący pasterza, który swoim autorytetem (laska) prowadzi i strzeże swoich wiernych (owce), przyciąga ich melodyjną symfonią prawdy (flet) oraz pozwala im spocząć w cieniu „drzewa życia” (por. fragment chrześcijańskiej płyty nagrobnej z końca III w. z katakumb Domitylli w Rzymie). Zatroskanie to jest pełne miłości, oddania, wyrzeczenia i heroizmu. Ogromna jest przecież przestrzeń, wiele jest pastwisk, niezliczona ilość owiec; pasterz ma jednak tyle pracy, ile sam sobie wyznaczy, z pełną świadomością, że i tak wszystkiego nie zrobisz, resztę pozostawi innym.

Wymowny jest tutaj komentarz św. Augustyna: „Trzykrotne zaparcie się Pana [przez Piotra] odpowiada trzykrotnemu wyznaniu (miłości), bo miłość ma teraz przemówić tam, gdzie przedtem przemawiał lęk, a słowa mają być nie mniej dobitne w obliczu życia, jak przedtem były w obliczu zagrażającej śmierci. A paść owce Pana ma być dowodem miłości, tak jak dowodem lęku było zaparcie się pasterza (por. LG t. I, 967-969). Biskup Hippony łączy zatem służbę pasterską z miłością, a postawę najemnika kojarzy z lękiem: „W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonali się w miłości” (1 J 4, 18).

Dźwięk symfonii wiary może przekazać tylko pasterz dobry, który „woła owce po imieniu i wyprowadza je (...); staje na ich czele, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają (...); daje życie swoje za owce” (J 10, 1-21)”.


2. Korzenie wiary i powołania

W Roku Wiary warto zapytać, gdzie szukać korzeni wiary, które pozwalają słuchać głosu pasterza dobrego, ufać mu, iść za nim? Piękne jest porównanie wiary do drzewa. Drzewo żyje jeśli jego korzenie tkwią mocno w ziemi, czerpią z niej żywotne soki, karmiąc wszystkie, nawet najmniejsze gałązki. Badania na temat walorów europejskich wiary podzieliło chrześcijan według następujących rodzajów przynależności:

* chrześcijanie soku żywotnego (linfa), tzn. zaangażowani, którzy współpracują aktywnie z życiem parafii lub jakieś instytucji kościelnej;

* chrześcijanie miąższu (midollo), którzy uczęszczają do kościoła, wspierają ekonomicznie różne potrzeby, jednak nie współpracują, są prostymi praktykującymi;

* chrześcijanie kory (corteccia), którzy żyją na marginesie wspólnoty chrześcijańskiej, chodzą di kościoła określoną ilość razy w roku;

* chrześcijanie piżma/mchu (muschio) wokół drzewa, tzn. ci, którzy z wyboru nie należą do żadnego Kościoła (ich liczba wzrasta w całej Europie): są to dalecy/oddaleni pierwszego pokolenia. „Dalecy/oddaleni drugiego pokolenia” są natomiast ci, którzy nie mieli żadnego wychowania do wiary, którzy nie przyjęli chrztu.

W świetle powyższego podziału (sok żywotny, miąższ, kora, piżmo), wyniku dla Włoch są następujące: 8 % chrześcijanie soku, 44 % miąższu, 33 % kory, 8 % dalecy I generacji, 7 % dalecy II generacji. Porównując liczby z danymi we Francji zauważymy, że tam chrześcijan soku jest 5 %, miąższu 12 %, kory 45 %, dalekich I generacji 25 %, II generacji 13 %.

Mówimy zatem o kryzysie wiary, kryzysie rodziny, kryzysie Kościoła!

Korzeni odnowy wiary należy szukać najpierw w rodzinie. Rodzina jest jak ziemia, która daje żywotne soki drzewu, a jeśli ich nie daje – drzewo usycha. Potwierdza to Apostoł Paweł, pisząc do swojego umiłowanego ucznia, Tymoteusza: „Dzięki składam Bogu, któremu służę – jak moi przodkowie – z czystym sumieniem...” (2 Tym 1, 3). Czy dziękujemy Bogu za wiarę swoich przodków? Paweł jednoznacznie przyznaje się do swoich korzeni: „(…) obrzezany ósmego dnia, z narodu izraelskiego, z pokolenia Beniamina, Hebrajczyk z Hebrajczyków...” (Flp 3, 5-6). Tożsamość rodowa była dla niego ogromną wartością, szczycił się nią, ale gdy poznał pełną Prawdę wyznał: „Jednak ze względu na Chrystusa uznaję za bezwartościowe wszystko… w porównaniu z bezcennym darem poznania Chrystusa Jezusa, mojego Pana. Dla Niego odrzucam wszystko i uważam za śmieci. Pragnę tylko pozyskać Chrystusa i znaleźć się w Nim, nie szukać więcej sprawiedliwości, pochodzącej z Prawa, lecz tej, która rodzi się przez wiarę w Chrystusa i pochodzi od Boga dzięki wierze” (Flp 3, 7-9). Paweł poznaje osobiście – bezpośrednio Jezusa (por. 2 Tm 3, 10; Rz 6, 3-5; 8, 17; Ga 6, 17). Nawrócenie – olśnienie pod Damaszkiem jest decydującym momentem jego powołania i drogi z Jezusem – misji apostolskiej (Dz 9, 1-19; 22, 3-21; 26, 12-19).

Inaczej jest w przypadku Tymoteusza, a zapewne i w życiu wielu powołanych do służby w Kościele. Powołanie ucznia rodzi się w środowisku rodzinnym, parafialnym, wspólnotowym – w kręgu najbliższych, którzy wcześniej uwierzyli. Paweł znał dobrze jego rodzinę: co prawda ojciec był jeszcze poganinem, ale babcia i matka były chrześcijankami. Paweł przypomina Tymoteuszowi, dziękując Bogu i wyznając ze wielkim wzruszeniem: „Mam w pamięci twoją szczerą wiarę, którą miała już twoja babka Lois, a następnie twoja matka Eunice. Jestem pewny, że ty też ją posiadasz” (2 Tym 1, 5). Już od dwóch pokoleń wiara zamieszkiwała w rodzinie Tymoteusza, była przekazywana. Apostoł używa tu w stosunku do wiary określenia: „zamieszkiwała” (por. J 1, 39 – pierwsi uczniowie „poszli i zobaczyli, gdzie miesza [Jezus] i tego dnia pozostali u Niego”, a potem „z Nim” – J 17, 24, by wreszcie w alegorii o winorośli stwierdzić: „Trwajcie we Mnie tak, jak Ja w was…” – J 15, 4-7). Jak ważna jest wiara przekazywana i pomnażana w rodzinie, we wspólnocie uczniów, w jedności z Krzewem Winnym – Przyjacielem? Jak wiele od niej zależy? Jak ogromną rolę odgrywa w powołaniu? Potrzeba się dziś do tego odwołać, dziękując Bogu za dar wiary swoich przodków, rodziców, wychowawców, kapłanów, kierowników duchowych.

W przypadku powołanych bardzo często jest jeszcze jedno istotne «zastępcze ogniwo» (C.M. Martini). Wybierając drogę kapłaństwa, życia konsekrowanego, wybieramy drogę celibatu – dobrowolnego bezżeństwa dla królestwa niebieskiego (Mt 19, 10-12). Jest to konsekwencja bezwzględnego pójścia za Chrystusem, który sam pierwszy wybrał taką drogę. W czasach św. Paweł dopiero dojrzewa ta idea bezżeństwa i dziewictwa (1 Kor 7, 17. 32-34). Była ona od początku i pozostaje do dzisiaj „twórczą czystością”, której wyjaśnienia podejmuje się sam Jezus w relacji św. Mateusza. Warto przeanalizować ten tekst w kontekście tekstów paralelnych. W wszystkich trzech ewangeliach synoptycznych kontekst wypowiedzi Jezusa stanowią: błogosławieństwo rodziny i dzieci, trudności bogatego młodzieńca oraz ostateczna zapowiedź męki i zmartwychwstania Jezusa (por. Mk 10, 1-34; Łk 18, 15-34). To jest bardzo ważne! Później sam Piotr, pierwszy wśród apostołów, pyta o tę kwestę Jezusa: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą”. I On odpowiada w sposób bardzo uroczysty, podkreśla to formuła: „Zaprawdę powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci lub pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz..., a życia wiecznego w czasie przyszłym. Lecz wielu pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi” (Mk 10, 29-31 BT). Dobrowolne bezżeństwo ze względu na królestwo niebieskie nie jest negacją rodziny, małżeństwa, daru przekazywania życia, ale wymaga ofiary (także z dóbr materialnych), dojrzałej miłości Boga i oddania siebie bliźnim, ale nagroda za wybór właśnie tej drogi dotyczy teraźniejszości i przyszłości, jeśli nie zapomni się o końcowej przestrodze: „wielu pierwszych będzie ostatnimi”.

Jezus przekonuje powołanych, że już tu na ziemi otrzymamy «rodzinę», oczywiście nie tą naturalną, ale w znaczeniu «zastępczego ogniwa». «Rodzinę» w postaci osób lub wspólnot, które w szczególny sposób będą bliskie oraz osób lub wspólnot, dla który powołani będę starał się być bliskimi i będą mogli zwracać się do nich, jak św. Paweł: „Dzieci moje, oto ponownie w bólach was rodzę, aż Chrystus w was się ukształtuje” (Ga 4, 19). Wybierając drogę powołania nie odrzuca się rodziny, nie oddala się od rodziny, ale wybiera się inny jej wymiar – duchowy, niebieski „już tu na ziemi”. Rodzina zawsze będzie jednak fundamentem. Wyraźnie podkreślił to Jezus – Bóg i Człowiek, przychodząc na świat w rodzinie, nigdy się od niej nie oddalił, a na krzyżu zapoczątkował jej duchowy wymiar: „Oto Matka twoja… Oto syn twój” (por. J 19, 26-27), stad święty Kościół – nasza Matka.


3. Spotkanie z młodym Tymoteuszem (Lectio 1 Tm 4, 12-14)

12Niech nikt nie lekceważy twego młodego wieku! Przeciwnie, niech biorą z ciebie przykład w mowie, w postępowaniu, w miłości, w wierze i w czystości. 13Do czasu mego przybycia pilnuj czytania Pisma, napomnienia i nauczania.14Nie zaniedbuj w sobie daru łaski, który został ci dany, kiedy starsi na podstawie proroctwa nałożyli na ciebie ręce (tłum. Edycja św. Pawła).


Po raz pierwszy odkryłem dla siebie ten piękny tekst w czasie pobytu we Włoszech wiele lat temu (1994). Przygotowywałem wtedy pracę doktorską, przebywając w Perugii i Pawi k. Mediolanu (Coleggio Borrommo), ucząc się metody lectio divina u boku Carlo Maria kard. Martiniego († 2012). Obecnie odkrywam go na nowo – po dwudziestu latach – podczas kolejnego pobytu w Italii w Papieskim Instytucie Polskim w Rzymie z okazji rocznego urlopu naukowego (2012/13). Rzym pozostaje miejscem twórczych inspiracji i wyzwań, do którego przybywają ludzi ze wszystkich stron świata, by „przekroczyć próg nadziei” (bł. Jan Paweł II). Apostoł Narodów, patrząc na swoją dotychczasową działalność, stwierdził, że od Jeruzalem, we wszystkich kierunkach, aż do Ilirii dopełnił głoszenia Ewangelii (Rz 1, 13). Przebyta do tej pory droga, zdobyte doświadczenia, duszpasterskie osiągnięcia, skłoniły go do poszukiwania nowych zadań pastoralnych, które byłyby godne otrzymanego powołania. Apostoł postanawia więc udać się do Rzymu (Rz 1, 13), a stamtąd do Hiszpanii… i innych miejsc, gdzie jeszcze nikt nie głosił Ewangelii (Rz 15, 21. 24).

Poszerzanie horyzontów i wytyczanie nowych dróg zmusza jednak najpierw do zatrzymania i podsumowań, oceny (ewaluacji), do odpowiedzi na pytania: Czy przygotowałem uczniów, następców, kontynuatorów drogi, sprawdzonych przyjaciół i towarzyszy?

Jest kilka modeli formacji uczniów, które realizował Apostoł Paweł, np.:

bezpośrednia formacja u boku apostoła w czasie podróży misyjnych,

– nauczanie uczniów we wspólnotach przez siebie założonych,

«posyłanie» uczniów do miejsc, gdzie sam nie mógł być albo gdzie zamierzał przybyć,

– formacja przy pomocy listów pasterskich.

Zatrzymajmy się na pierwszym z nich, który uformował umiłowanego ucznia, przyjaciela i towarzysza Apostoła Narodów – Tymoteusza. Wszystkich swoich towarzyszy (w polskich realiach trzeba oczyścić, skalane przez nomenklaturę fałszywego system, rozumienie tego pięknego słowa; gr. akoloutheo - „towarzyszyć komuś, być u jego boku, słuchać, podejmować dialog”; zob. R. Popowski, Wielki słownik grecko – polski, 18), Paweł otaczał szczególną miłością i szacunkiem, współodpowiedzialnością za misję. Nazywał ich „towarzyszami na obczyźnie – towarzyszami podróży” (Dz 19, 29; 2 Kor 8, 19); „współuczestnikami w biskupstwie” (Flp 1, 1); „współ-pracownikami, którym wszystko służy dla ich dobra” (Rz 8, 28; 1 Kor 16, 16); „współdziałającymi – współpracownikami Boga” (1 Kor 3, 9). Był to rodzaj szczególnej zażyłości, przyjaźni, wspólnoty. Apostoł często zwracał się do nich używając ciepłych, serdecznych, familijnych określeń: „dziecko moje” (1 Tm 1, 18), „umiłowany brat, wierny sługa i współpracownik [dosł. współ-niewolnik]” (Kol 4, 7), „umiłowany mój w Panu” (Rz 16, 8; nie pomijając niewiast, które także były jego uczennicami i współpracownicami (Dz 18, 26; Rz 16, 3-20). Czasem też żartuje, nazywając siebie „starym Pawłem” (Flm 9), jak robił to Jan Paweł II, np. w Catanii w czasie spotkania z dziećmi papież prowadzi swobodny dialog, by w końcu wyznać: Basta! Bo powiecie, że papież to «vechio chichierone» (stary gaduła). Apostoł troskliwie opiekuje się nimi jak własnymi dziećmi, troszczy się o nich, jak ociec czy matka o swoje dzieci, np. pisze do Tymoteusza „Trofima pozostawiłem w Milecie chorego”, a u Filemona wstawia się za niewolnikiem Onezymem: „(…) proszę cię za moim dzieckiem, za tym, którego zrodziłem w kajdanach” (Flm 10). Lecz jest też stanowczy i wymagający, aż do wyłączenia ze wspólnoty: Hymenajosa i Aleksandra „przekazałem szatanowi, ażeby się oduczyli bluźnić” (por. 1 Tm 1, 20; 1 Kor 5, 5).

Apostoł stawia młodego biskupa jako wzór do naśladowania, wzmacnia jego autorytet i pozycję w Kościele. Podkreśla osobiste relacje łączące z Tymoteuszem, nie tylko ze względu na jego wiek (por. relacje między Jezusem i Janem „umiłowanym uczniem”), zaangażowanie w formację oraz znajomość rodziny. Jest tutaj jeszcze zaufanie, zażyłość, przyjaźń. Tylko do niego apostoł napisze osobiście dwa listy, a także wymieni go jako współnadawcę innych listów (por. 2 Kor, Flp, Kol, 1-2 Tes, Flm). Młodemu biskupa o wątłym zdrowiu powierza jedną z najtrudniejszych placówek misyjnych, gminę w Efezie.

Rozważany fragment jest syntezą osobistych wskazań (rad) dla młodego przełożonego (w Kościele pierwotnym nie było jeszcze wyrażanego, hierarchicznego podziału: biskup, kapłan, diakon), które można podzielić na:

– pouczenia dotyczące zewnętrznego sposobu bycia,

– wskazania co do wnętrza (duchowości).

Pouczenia biskupie uzupełniają się wzajemnie, tworząc pewną harmonię cech i postaw. Człowiek jest przecież jednością psychofizyczną, stworzony „obraz i podobieństwo” Boga, dlatego Paweł tworzy jakby partyturę utworu muzycznego, komponując utwór lub układając mozaikę obrazu, któremu warto się uważnie przyjrzeć.

Niech nikt nie lekceważy twego młodego wieku! Najpierw zwraca się do wspólnoty kościoła w Efezie, aby „nikt nie lekceważył młodego wieku (Tymoteusza)” (4, 12). Trzeba zauważyć, że wierni, mimo młodego wieku, okazują mu szacunek, słucha go, pozwalają się pouczać. Jest to bardzo zobowiązujące, także w stosunku do młodych kapłanów: «Jestem obdarzony łaską powołania, występują w imieniu mojego Pana, który mnie posłał; przemawiam mocą jego mandatu, w Jego imieniu mówię, sprawuję sakramenty, modlę się w różnych intencjach Kościoła: „Przez Chrystusa Pana naszego...”. Uczestnictwo w posłannictwie rodzi szacunek, ale jest też darem, który trzeba pomnażać, a nie traktować jak szyld lub tarczę obronną. Mieć szacunek do każdego człowieka, niezależnie od wieku: „Starszych wiekiem nie strofuj, lecz nakłaniaj prośbą jak ojca, młodszych – jak barci, starsze kobiety – jak matki, młodsze – jak siostry, z całą czystością” (1Tm 5, 1).

[…] niech biorą z ciebie przykład w mowie, w postępowaniu, w miłości, w wierze i w czystości. Wcześniejszy werset kończy wykrzyknik: jest to apel (wyzwanie). Być wzorem dla innych tzn. być zawsze na świeczniku, pociągać innych, oświetlać drogę, wskazywać kierunek: „Tak (...), aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5, 16); być „lampą, co płonie i świeci” (J 5, 35), aby nieść stałą radość (J 17, 13). Być wzorem to znaczy „być znakiem sprzeciwu” (Iz 8, 14; Łk 2, 34), „rzucać ogień na ziemię” (Łk 12, 49); ewangelizować, wzywać do nawrócenia i wiary w Ewangelię (Mk 1, 15). Być wzorem tzn. bardzo dużo od siebie wymagać, po żołniersku, na wzór sportowca i atlety (por. 1 Tm 4, 7n; 2 Tm 2, 5; Hbr 10, 32):

[…] w mowie – moje słowa, sposób mówienia, tematy, które poruszam. Ja muszę mówić tak, że ten kto mnie słucha zatrzyma się, i będzie miał przekonanie, że mam coś ważnego do powiedzenia. To nie może być «język telewizyjny»: „przekazać coś jak najszybciej (news), jak najwięcej informacji bez względu na styl, formę, tylko szybkość, zarzucać słowami” (por. prezenterzy telewizyjni, radiowi, zapowiadanie teledysków…); to nie może być «język reklam»: w pięknej opakowaniu sprzedać produkt wątpliwej jakości, powtarzać informację nieskończoną ilość razy, by zakodowała się w podświadomości; wreszcie nie może być «język krzyku (wrzasku)»: aby zagłuszyć swoje niedomagania, braki, głos sumienie, by nie było miejsca na refleksję, wyciszenie, pogłębienie, tylko chaos, bylejakość, nicość... (por. muzyka metalowa). Ja nie mogę mówić jak prostak, gadać o wszystkim i o niczym lub zajmować się plotkami: „odrzucaj światowe i babskie baśnie” – poucza Apostoł (1 Tm 4, 7) albo nie bądź jak ten „nadęty, niczego nie pojmuje, lecz choruje na dociekania i słowne utarczki” (1 Tm 6, 4); nie mówiąc już o wulgaryzmach, nieprzyzwoitych żartach. Św. Jakub przekonywał: „Jeśli ktoś nie grzeszy mową, jest mężem doskonałym, zdolnym utrzymać w ryzach także całe ciało” (3, 2);

[…] w obejściu – mój styl życia. Mam mieć swój styl, nie „małpować” innych, nie kierować się modą. Śmieszy jest kapłan, który chce się upodobnić się w sposobie bycia, mówienia, ubierania do młodych (lub subkultury). To tak, jak w tym dowcipie o milicjancie, który słuchał wykładu nt. funkcjonowania podświadomość. Gdy wrócił do domu, stanął przed akwarium, a po chwili zaczął powtarzać gesty przypominające ruchy rybek. Popularne określenie oremus gesiecht (dosł. modlitewna twarz) przypomina, że ludzie rozpoznają kapłana, nawet jeśli nie będziesz miał koloratki. Podobna jest „miara Pawłowa”: «ubieraj się tak, by cię nikt nie lekceważył»;

[…] w miłości – uczeń otrzymuje tylko jedno, nowe przykazanie od Mistrza z Nazaretu: „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie oddaje za przyjaciół swoich" (J 15, 12). Żyć tak, by to było widać. O pierwszych chrześcijanach mówiono: „Patrzcie, jak oni się miłują!” – przez uśmiech, dobre słowo, życzliwość, gościnność… „Trwali oni w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach (...) w radości i prostocie serca” – to budziło szacunek innych, a cały „lud odnosił się do nich życzliwie” (Dz 2, 42-47). We wspólnocie Szkoły Kapłańskiej Ruchu Fokolari w Incisa k. Loppiano poznałem Filipa, który były zawodowym oficerem, później odkrył powołanie, został kapłanem, życzliwy, dowcipny, wiecznie robił jakieś kawały, ale też jego samochód, karta kredytowa były do dyspozycji wszystkich – „[prawdziwie] ubogi w duchu”, gotowy do dzielenia się i pomocy. O prawdziwą kapłańską wspólnotę pośród uczniów modlił się Jezus: „za nimi proszę..., aby stanowili jedno..., aby świat uwierzył..., aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich” (J 17, 20-26);

[…] w wierze – we wspólnocie nic nie ma większego znaczenia, jak „czyn płynący z wiary” (2 Tes 1, 11) czy „wiara, która działa przez miłość” (Ga 5, 6). Jest to jedna z piękniejszych syntez pawłowych. Trzy wielkie cnoty Boskie są nierozdzielne (1 Kor 13, 13). Żyjąc w pełni jedną, żyje się wszystkim naraz. Jest taki piękny obraz, który przedstawia Mądrość Bożą jako matkę trzech córek: wiary, nadziei i miłości. Celem nauczania, które Paweł przekazał młodemu Tymoteuszowi jest „miłość, płynąca z czystego serca, dobrego sumienia i wiary nieobłudnej” (1 Tm 1, 5);

[…] w czystości – czystość wnętrza (biblijne serce, sumienie). Dziś jest wiele słów, które przestało być czytelne. Wśród nich jest czystość, wstydliwość… Św. Tomasz rozumiał czystość jako cnotę, która wprowadza ład poprzez właściwe użycie rozumu w nasze życie moralne. Chodzi o ład i porządek w dziedzinie płci (seksualności). Porządek w dziedzinie płci polega na życiu zgodnym z naturą, czyli zgodnym z zamysłem Bożym. Płeć jako jeden z wielu darów Boga, stanowi dla człowieka swoiste zadanie. Chodzi o to, żeby człowiek tak ukształtował swoje życie, by w tej dziedzinie osiągnąć pełną dojrzałość - wolność. Jeśli człowiek jest podporządkowany rozumnej dyscyplinie, zaczyna być wewnętrznie zdolny do narzucania sobie programu, na który wskazuje jego rozum i sumienie. O to trzeba się modlić, prosić Boga, jak Paweł: "aby według bogactwa swej chwały sprawił (...) przez Ducha wzmocnienie siły wewnętrznego człowieka” (Ef 3, 16). Trzeba przywrócić człowiekowi wagę spraw ducha (Antoine de Saint Exupery).

Do czasu mego przybycia pilnuj czytania Pisma, napomnienia i nauczania.

Apel Pawła można rozumieć dosłownie: „Aż przyjdę nawiedzić kościół w Efezie” (jak wizytacja w parafii), a więc kontrola, sprawdzenie, ocena (ewaluacja posługi, ocena pracy, planu, osiągnięć, potknięć, błędów). Można też w rozumieniu przenośnie jako opis drogi rozwoju, gdyż każdy wezwany jest do wzrastania „w mądrości, w latach, w łasce u Boga i u ludzi” (Łk 2, 52) oraz „pełnego poznania Syna Bożego, do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa” (Ef 4, 13).

Pilne czytanie, napominanie, nauczanie – to wezwanie do życia w rytmie lectio divina, które nie jest metodą studiów nad Pismem Świętym, ale zachętą do życia w posłuszeństwie wobec słowa wiary (Rz 10, 8-17). Na lectio divina składa się czytanie, modlitewne zgłębienia oraz trwania z tym bogactwem Słowa przed Bogiem. Edukacyjny wymiar lektury biblijnej pomaga stawiać wymagania sobie i innym. Św. Paweł napomina młodego biskupa Tymoteusza: „W tych rzeczach się ćwicz, cały im się oddaj, aby twoje postępy widoczne był dla wszystkich. Uważaj na siebie i na nauczanie; w tych sprawach bądź wytrwały!” (1 Tm 4, 15n). Język polski rozumie „naukę” bardzo przedmiotowo, dla Pawła zaś nauczanie – to całe bogactwo Objawienia Bożego, ale również szereg konkretnych wskazań, rad oraz przeciwieństwo «nauki demonów» (1 Tm 4, 1), czyli wszelkich błędów, wypaczeń, fundamentalizmu. Prawdziwe bogactwo - "zdrowa nauka" (por. 1 Tm 1, 10; 4, 6; 6, 3; 2 Tm 1, 13; 4, 3; Tt 1, 9; 2, 1.10) jest godna uznania, albowiem Bóg pragnie, by wszyscy „doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2, 4). Św. Paweł używa tu liczby mnogiej z wykrzyknikiem: trwaj w nich! – nie tylko w nauce, ale w czytaniu, w zachęcaniu (napominaniu), całym bogactwem «trwaj!» przed Bogiem: w milczeniu, dziękczynieniu, zachwycie, jak podczas słuchania pięknej muzyki lub samemu nucąc hymn: Król królujących i Pan panujących / jedyny, mający nieśmiertelność, / który zamieszkuje światłość niedostępną, / którego żaden z ludzi nie widział ani nie może zobaczyć: Jemu cześć i moc wiekuista! Amen" (1 Tm 6, 15n). Pawłowa symfonia wiary nie kończy się.

Jest jeszcze trzecia część: codzienne życie kapłańskie! Każdego dnia trzeba dopisać tę część utworu, wprowadzając wszystkie wskazania we własną codzienność, misję i posłannictwo, w swoje człowieczeństwo i powołanie: To bowiem czyniąc i siebie zabawisz, i tych, którzy cię słuchają (1 Tm 4, 16).

ks. Jan Kochel


fot. ks. Mariusz Świder
Pozostałe tematy
Aktualności

Trudne pytania

Bóg - lubię to! Popularne lajki zdominowały świadomość użytkowników mediów społecznościowych. Dziś mierzy się wartość człowieka ilością "polubień" (lajków). Czy to rzeczywiście jest miara wartości życia? Ewangeliczne szukać i pukać zestawione ze słowem prosić służą do podkreślenia cech modlitwy - usilnej i wytrwałej. Można zatem "chrześcijańskimi okularami" patrzeć na świat i według tej miary mierzyć swoje życie; pytania

więcej

Źródłem katechezy jest Pismo Święte

"Za dwa lata ma być gotowa podstawa programowa nauczania religii w szkołach. Zespół ekspertów przygotował już mapę drogową tych zmian. Jedno jest pewne: źródłem ich treści jest i będzie Pismo Święte" - przekonuje ks. prof. Piotr Tomasik, koordynator Biura Programowania Katechezy przy Komisji Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski; por. wywiad

więcej
zobacz wszystkie

Liczba wizyt: 2808921

Tweety na temat @Ssb24pl Menu
Menu